

Falbaneczki, kokardki, marszczenia, bufki... czyli styl rodem z XIX wiecznej Ameryki. Jest to jedna z moich ulubionych epok i to nie tylko ze względu na tamtejszą modę. Wtedy tworzyły moje ulubione autorki z dzieciństwa: Lucy Maud Montgomery i Laura Ingalls Wilder ( na podstawie jej książki powstał Domek na prerii, jakby ktoś nie wiedział;)
Pomimo że na zielonych wzgórzach nie mieszkam, dzisiaj rankiem poczułam się jak Ania Shirley ( mój balkon nie jest taki zły, ale muszę koniecznie znaleźć kogoś do cykania fotek). Mój wspaniały nastrój zawdzięczam przepięknej, bawełnianej koszuli którą udało mi się znaleźć oczywiście w second handzie ( straciłam ostatnio nadzieje że kupię coś oryginalnego w "polskich butikach", gdzie masówką pachnie z daleka...) Mój poranny strój uzupełniłąm o "wiktoriańską" klamerkę i kubek kawy na dobry początek dnia :)
P.S. Kilka fotek zielonych wzgórz na moim balkonie :)




Anne of Green Gables, and Little House on the Prairie are my favourite books from childhood. I like this part of histry, when womens weared in frilly shirt, and puffed sleeves. For that reason they always looked very sweetly and femininity.
I haven't house and green gables, but today I fell like Anne Shirlay and I took a few pictures( my balcony aren't so bad, but I must find someone to take a photos ;). I bought this lovely nightdress in second hand. Is made over cotton wool and have nice frill and plissage. I complete this victorian hair-grip and big cup of coffie, to start with good day :)